Nie lubię ludzi

Nie lubię ludzi.

Nic mnie nie obchodzi, że ludzi to nie obchodzi. W tym całkiem zdrowym układzie trwam już od dawna. Przywykłam, ludzie też przywykli. Oswoiłam świat ze swoim nielubieniem go, nie wsadzam nosa w sprawy innych i nie toleruję, gdy ktoś wsadza nos lub inną końcówkę w moje sprawy. Ponad wszystko cenię sobie święty spokój.

Mówiąc, że nie lubię ludzi, oczywiście generalizuję. Jest kilka wyjątków od tej reguły, niestety niewiele. Na szczęście istnieją. Ich też już nie dziwi, że najszczęśliwsza jestem w swojej krainie czarów. Do króliczej nory wskoczyłam – lub raczej, wskakiwałam, był to proces – lata temu. Dzisiaj siedzę w niej głęboko i nie mam zamiaru wychodzić.

Nielubienie ludzi nie oznacza też, że jestem niemiła dla tych, których spotykam. Złośliwości zachowuję dla przyjaciół, którzy doceniają zawarty w nich żart i pewnie czasem przesadzam, ale jednocześnie staram się nie nadużywać świadomości, że mi to wybaczą. Na co dzień jednak uznaję uprzejmość, bądź uprzejmą obojętność, za podstawę komunikacji – lub też jej unikania.

Gdybyśmy dziś znaleźli się na jednej domówce, pewnie uznalibyśmy siebie wzajemnie za absolutnych nudziarzy. Nic wielkiego, przecież ciągle oceniamy innych w ten sposób. Gdybyśmy znaleźli się dziś na jednej domówce i porozmawiali, pewnie później mielibyśmy się za wariatów, całkiem naturalnie biorąc to co dla nas nienormalne za szalone. Istnieje tylko mała szansa, że rozmawiałoby nam się dobrze, tak bez udawania i grzecznego kiwania głowami. O tym się jednak pewnie nie przekonamy i nie znajdziemy się na jednej domówce, dziś ani nigdy. Muszę tu podkreślić raz jeszcze, naprawdę nie lubię ludzi, a co za tym idzie, nieczęsto przebywam w nowych towarzystwach.

To nic personalnego.

Poznawanie siebie wypełnia mi większość wolnego czasu.

Gust zaprowadził mnie w miejsca równie piękne, co makabryczne. Ciekawość zawiodła tam, gdzie nie spodziewałam się dotrzeć. Nie lubię ludzi, ale bardzo, bardzo lubię to, co tworzą. Niektórzy, bo wymagania mam, choć osobliwe, niezwykle wysokie.

Tutaj podzielę się wszystkim, co sprosta choć części tych wymagań. Muzyką, obrazem i tekstem. Czasem to będzie coś mojego. Czasem to będzie kiczowate.

Jeśli w tym miejscu zastanawiasz się, dlaczego miałabyś lub miałbyś to czytać i oglądać, podpowiem – nie dla mnie. Zrób to dla siebie, w najgorszym wypadku dowiesz się, co Ci się nie podoba, to przydatna wiedza. W najlepszym, trafisz w miejsca równie piękne, co makabryczne. Za każdym razem w jakiś sposób fascynujące, poruszające wyobraźnię, podsuwające kolejne scenariusze opowieści, których bohaterem chciałby być każdy lub nikt. Będą przypominać o tym, że rzeczywistość jest tylko i aż rzeczywistością, to nie zawsze będzie pożądane uczucie. Ale podróż będzie prawdziwą podróżą, po prostu, jak dotąd, można ją przeżyć tylko samotnie lub wcale.

Reklamy